Wraz z początkiem Adwentu w naszej szkole pojawiły się ogłoszenia zachęcające do pomocy innym. Uczniowie, ich rodziny, nauczyciele i wszyscy odwiedzający szkołę mogli dołączyć do zbierania artykułów spożywczych i chemicznych w ramach "Szlachetnej Paczki", słodyczy dla Domu dziecka oraz dobrych pieniędzy w ramach "Góry grosza". 

7 grudnia 2017r.,  po dniu kiedy św. Mikołaj przychodził do naszej szkoły i naszych domów uczniowie całej szkoły włączyli się w Akcję „Podziel się słodkościami z dziećmi z Domu Dziecka w Rzeszowie“. Zebrane słodycze – a było ich bardzo dużo - zostały przekazane 12.12.2017r do Domu dla Dzieci "DOBRAWA" i „Mieszko“. Po wcześniejszym umówieniu Pani Kinga Rak z synem Sewerynem z kl. I oraz Pani Wioleta Skwirut z cóką Wiktorią z kl. I zawiozły słodkości do Domu dla Dzieci. Nasi uczniowie mieli okazję przywitać się z kilkoma dziećmi i przekazać im słodkości. Pani Dyrektor Domu dla Dzieci, przekazała serdeczne podziękowania dla wszystkich uczniów z naszej Szkoły oraz życzenia świąteczne. Cieszymy się, że mogliśmy sprawić dzieciom radość i dziękujemy za dobre serca, które potrafią dzielić się tym co mają.

 

9-10 grudnia odbył się finał "Szlachetnej Paczki". Jako szkoła wraz z innymi instytucjami przygotowaliśmy paczki dla kilku rodzin. Pomoc została przyjęta ze wzruszeniem i wielką radością. Wolontariusze dostarczający paczkę pisali tak: 

Rodziny, którym pomogliśmy w tym roku, zostały dotknięte przez los nieprzemijającą chorobą dziecka, brata, siostry. Każdego dnia rodzice tych dzieci walczą o zdrowie, o jakość, o życie. Było mi dane poznać dwie rodziny spośród tych, którym pomogliśmy. I ja wyszłam z wiedzą, z doświadczeniem, że w życiu można przeżyć wszystko. Że życie to najważniejsza z wartości. Rodzice dzieci niepełnosprawnych są twardzi. Dla dobra dziecka są w stanie właściwie wszystko. Zapominają o sobie, a ich własne marzenia przestają mieć dla nich znaczenie. Ale nie znikają. I tego doświadczyliśmy odwożąc w tym roku paczki.

Pierwszą rodziną, do której dojechaliśmy była rodzina z trójką dzieci, gdzie najstarszy syn Maciek jest terminalnie chory. Mama, pani Anna, wiedziała, że będzie łóżko dla Maćka, o którym marzyli i właściwie tylko o tym mówili - potrzebne było specjalne, rehabilitacyjne, z konkretnymi parametrami. Gdy zobaczyła nas z dziesiątkami pudeł, była zdziwiona. Zadaniowo podeszła do rozpakowania wszystkiego, mówiąc gdzie mają być położone konkretne rzeczy. Dzieci - Ola i Krzyś, pomagali w rozpakowaniu i sprzątaniu papierów. Pani Ania rozpakowała część, po czym oszołomiona powiedziała - ale tu jest...wszystko. Dzieci znalazły swoje prezenty - Krzyś zamilkł całkowicie na widok figurek Minecrafta. Owe figurki, pluszowy miś i pluszowa figurka Minerafta zostały zabrane natychmiastowo do jego łóżka (godzinę później wszystkie miały już imiona i zostały mi uroczyście przedstawione). Ola na widok ciuchci wydała okrzyk zadowolenia. Ciuchcia również dostała swoje miejsce, a jej głosy słyszeliśmy aż do momentu wyjścia z domu :) Gdy emocje dzieci odrobinę opadły, bawili się zgodnie bączkiem, otwierali plecaczki z przyborami szkolnymi, tuląc do siebie kolejne misie i zabawki, farbki i ołówki. W międzyczasie udało się dzieciom zmierzyć wspaniałe buciki - idealne! Pani Ania widząc to wszystko nadal bardzo mocno trzymała emocje na wodzy. Do momentu, gdy koledzy wnieśli pralkę (obecna przecieka, ale państwo nie wiedzieli, że pralkę dostaną). Wtedy pani Ania usiadła, popatrzyła po nas i ze łzami wydusiła: "pralka też będzie...."???
Chwilę później całkowicie wzruszona oglądała szal przeznaczony specjalnie dla niej. Na końcu wjechało łóżko. Panowie zabrali się za złożenie sprzętu. Gdy już zostało zainstalowane, przeniesiono tam Maciusia. Maciek, do tej pory skupiający wzrok na świecącym telefonie i młotku, które trzymał tata, w momencie gdy łóżko zaczęło jechać do góry, zaczął się w głos śmiać. Na sam koniec zaśpiewaliśmy kolędy, członkowie rodziny nie mogąc znaleźć wielkich słów, ze wzruszeniem powtarzali: "Dziękujemy. Wszystkim. Dziękujemy. Proszę przekazać, że dziękujemy."

Druga z rodzin, którą odwiedziliśmy z paczkami tego dnia, to rodzina pani Krystyny z niepełnosprawnym dorosłym już synem Danielem. Tutaj (oprócz tego, że na wjeździe totalnie się zakopaliśmy w śniegu i mąż z synem pomagali nam wydostać się z zasp) Rodzina przywitała nas już z wielkim wzruszeniem - łóżko rehabilitacyjne dla Daniela (przez nas opłacone) przyjechało kurierem dzień wcześniej. Pani Krystyna właściwie była przekonana, że chcemy je zobaczyć i przyjechaliśmy, żeby mogła podziękować. Była zszokowana, jak zobaczyła, że wnosimy pudła. Rozpakowanie prezentów właściwie w pewnym momencie nie było możliwe. Osłupiała ze wzruszenia pani Krystyna stała na środku kuchni ze wszystkim, co jej podałam wcześniej do rąk, żeby zobaczyła, nie mogąc właściwie się ruszyć, ani rozmawiać. Po jakimś czasie powtarzała tylko "ale jak to... ale tu jest WSZYSTKO... ale przecież.... ja nigdy czegoś takiego nie widziałam... nikt tak nam nie pomógł" i na końcu "nie starczy mi dni, żeby się pomodlić za wszystkich".
Pani Krystyna, pan Bogdan i Wojtek promienieli wdzięcznością. Do momentu, gdy okazało się, że pralka też będzie (tu też niespodzianka). Wtedy usłyszeliśmy, że niska, cicha pani Krystyna umie też głośno mówić - "PRALKA??? ale jak to pralka??? JESZCZE PRALKA?" i łzy zaczęły płynąć. Pan Bogdan cieszył się ze wszystkiego. Pani Krystyna w nic nie mogła uwierzyć. Daniel na moją wielką prośbę zmierzył bluzy (o których marzył), bo również nie mógł uwierzyć, że je ma. Okazały się idealne! Łóżko rehabilitacyjne też jest idealne, wspaniałe, pomocne (zdjęcia).